piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział ósmy



Rozdział 8
Mike (Spikey Mikey)
Obudził mnie budzik na 5:00. Myślałem, że go zjem. Po 15 minutach rozbudziłem się na serio. Wstałem, podszedłem do okna i wrzasnąłem do Zee. Podeszła do okna i powiedziała:
-Już nie śpię, nie musisz się drzeć. Za jakieś pół godziny będę, idę się myć. Poza tym musze podręczny spakować.
-Dobra- okrzyknąłem. Też poszedłem się umyć, tyle, że mi to zajęło 15 minut, a nie pół godziny. Z braku nic nie robienia poszedłem znieść walizki i zrobiłem coś do jedzenia. Potem poszedłem do Zee zawołać ją na śniadanie. Powiedziała jeszcze żebym pomógł jej z czteroma walizkami, ale i tak ona wzięła trzy a ja jedną. Kiedy były już zniesione zaprosiłem ją na śniadanie. Gdy tak jedliśmy powiedziałem jej, że moja mama nas odwiezie na lotnisko. Wzięliśmy walizki i zapakowaliśmy do bagażnika, kiedy wyjeżdżaliśmy była 6:00, mieliśmy być 6:30 na lotnisku. Wreszcie dojechaliśmy na lotnisko, a dziewczyny już czekały. Zee i ja wyciągnęliśmy walizki z bagażnika. Przywitaliśmy się i poszliśmy na odprawę. Gdy popatrzyłem na zegarek była za pięć siódma, a o siódmej był samolot. Powiedziałem to dziewczynom, a one się poderwały i zaczęły mnie ochrzaniać za to, że im wcześniej nie powiedziałem. Śmiały się i ja też zacząłem. W końcu wsiedliśmy do samolotu. Ja usiadłem z Zee, a Katie z Sue. Po piętnastu minutach lotu Zee zaczęła wyciągać z podręcznej torby: laptopa, iPod’a, iPhon’a i do tego wszystkiego lustrzankę, którą swoją drogą Alex robiła piękne zdjęcia. Myślałem, że jeszcze deskę wyciągnie. Zacząłem się głośno śmiać, a ona zapytała:
- Co cię tak bawi?
- Nic. Myślałem, że jeszcze deskę wyciągniesz
- Nie, bo deskę mam w walizce.
Ja popatrzyłem na nią jak na świruskę, a ona zrobiła mi zdjęcie i wrzuciła na tt.
- Przecież wiesz, że nigdzie się bez niej nie ruszam. – powiedziała. Nie rozmawialiśmy już przez czas lotu. Byliśmy na miejscu o 19:00. Wzięliśmy taxi i pojechaliśmy na plaże do naszego domku. Gdy dojechaliśmy, aż dech mi zaparło. Rzeczywiście domek był niesamowity. Nie za duży, nie za mały. Kilka metrów dalej znajdowało się morze. Wszyscy wzięli swoje walizki, ale braliśmy je na raty. Kiedy wszedłem na górę było już ustalone kto gdzie śpi. Zee zajęła nam nie duży, ale przytulny pokuj. W rogu pokoju było małe biurko. Naprzeciwko łóżek była duża szafa, Zee już rozpakowywała walizkę. Katie i Sue miały podobny pokuj. Resztę dnia spędziliśmy na rozglądaniu się po okolicy.
***
no to jest obiecany rozdział
przyznam szczerze, że mi za bardzo nie podoba się ten rozdział ;c ale opinię pozostawiamy wam ;)
ogółem to to jest (że tak się wyrażę) pierdolenie o Szopenie ;/ Err.
Pozdrówki
Alex xx 

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział siódmy




Rozdział 7
Suzi(Sue)
Dzisiaj niedziela dzień pakowania. Na pewno wezmę zdjęcie z moimi końmi. Rozłąka z nimi przez dwa tygodnie to dla mnie tortura, ale na szczęście będę z przyjaciółmi przez ten czas. Katie powiedziała nam nie dawno, że jakiś przystojny chłopak wprowadził się do domu naprzeciwko i prawie ciągle o nim mówi. Jak już mówiłam na wakacje wezmę zdjęcie. Na pewno laptopa i mp3. Będę musiała jeszcze poprosić mamę o kasę. Tam jest masa sklepów. Mogłybyśmy zrobić sobie wycieczkę na safari. Byłoby ekstra. Powinniśmy opracować plan, co będziemy robić w Australii.Z nudów puściłam sobie muzykę i zaczęłam sprzątać. Gdy tak sprzątałam znalazłam zdjęcie, chyba z podstawówki. Na nim byłam ja, Zee, Katie i Mike. Wtedy przypomniałam sobie ten dzień. To była pierwsza klasa podstawówki. Tego dnia Zee postanowiła przedstawić nam Miky’ego. Byłyśmy strasznie nieśmiałe przy nim tego dnia. Dzisiaj jest inaczej. Przytulamy się na powitanie, a wtedy ledwo wydusiłyśmy proste ‘cześć’.Moje przemyślenia zaczął zakłócać dźwięk dzwonka do drzwi. Leniwie podniosłam się z podłogi i ruszyłam po schodach na dół otworzyć drzwi. Ten ktoś, chyba naprawdę nie miał, co robić tylko dzwonić tym cholernym dzwonkiem. Otworzyłam drzwi z rozmachem i krzyknęłam:
- Czego?!
- Y… Ja tylko przyszedłem dostarczyć paczkę. – Powiedział zmieszany, starszawy już listonosz.
- Ale rodziców nie ma, a z resztą… Przepraszam. Proszę postawić ją w kuchni. – Wskazałam ręką wzdłuż korytarza.
Listonosz zostawił pudło w kuchni i wrócił.
- Mam coś podpisać? – Wzięłam do ręki długopis, który leżał na szafce.
- Tak. Tu, tu, tu parafka, jeszcze tu, tutaj i tutaj. –Mówił i pokazywał palcem poszczególne linijki.
Podpisałam jakieś świstki i oddałam mężczyźnie papiery.
- Coś dużo tego podpisywania.
- No cóż. Prawo się zmieniło. – Uśmiechnął się. – Do widzenia.
- Do widzenia.
Zamknęłam drzwi i wróciłam na górę żeby się dopakować. Weszłam do mojego przestronnego pokoju, który utrzymany był w kolorach beżu, bieli i kawy. Naprzeciwko dużych, wykonanych z drewna drzwi, pod ogromnym oknem, stało dwuosobowe łóżko, a na nim mnóstwo poduszek. Po dwóch jego stronach były szafki nocne. Na jednej stała lampka nocna. Po prawej stronie, na całej ścianie była szafa z lustrzanymi drzwiami <nie wiem jak to opisać więc mam nadzieje, że wiecie, o co chodzi>, a po lewej, biurko z ciemnego drewna, a na nim: laptop, lampka, jakieś papiery, piórniki i to, co było mi potrzebne do szkoły.
Pakowanie nie zajęło mi wiele czasu, zaledwie godzinę. Usiadłam na łóżku i rozmyślałam o tych wakacjach.

Wydaje mi się, że coś się wydarzy. Nie wiem jeszcze, co dokładnie, ale wiem, że niedługo poznam odpowiedź.

Siedziałam i patrzyłam się na ścianę…
- Już wiem! – Powiedziałam sama do siebie.
Podpełzłam do szafki i wzięłam telefon do ręki wykręcając numer do Alex.
Jeden sygnał… drugi… trzeci… czwarty… już zaczynałam tracić nadzieję, że odbierze, ale w końcu za piątym sygnałem odebrała.
- Hahahahahahahahahaha… - tylko to słyszałam w słuchawce.
Oczywiście te dźwięki mogłyby dzisiaj wydawać tylko dwie osoby – Alex i Mike.
- Mike ty cioto niedorobiona! Oddawaj telefon! – Darła się Alex
- No dobra… A nie… Pogadamy razem. – Chyba włączył na głośnik.
- Heeeeeeeeeeeeeej!!!!!!!! – Wydarły się te dzieci.
- Ludzie! Nie drzyjcie się tak, bo ogłuchnę. – Zaśmialiśmy się.
- No to, co tam chciałaś?
- Spakowaliście się już? – Spytałam.
- Yyyy… Można to tak nazwać.
- Aha??? Nie wnikam… No dobra, to ruszać dupy i do mnie marsz, albo na deskach jak wolicie. Pojeździmy trochę.
Zapadła cisza.
- Ej! Heloł???
- A… Ale ja nie umiem. – Mike.
- Dobra, chodźcie do mnie to coś wymyślimy.
Rozłączyłam się nie chcąc słyszeć żadnych sprzeciwie z ich strony.
Minęło 10 minut i końcu usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i szybko otworzyłam drzwi. Ujrzałam w nich uśmiechniętych przyjaciół.
- Zostawiajcie deski i idziemy do stajni.
- Okej.
Zostawili deski w holu i pobiegliśmy do stajni.
Otworzyłam ‘wrota’ do mojej ‘krainy’ i nagle wszystkie konie spojrzały się na mnie. Szliśmy wzdłuż stajni przyglądając się każdemu koniowi z uwagą. Na samym końcu tego jakże długiego ‘korytarza’ miały boksy nasze konie – Fason, Milky, Friki, Flicka i Gawrosz.
- No to, na którego wsiadam? – Spytała Alex.
- No na Fasona, tak jak zawsze… Ja dzisiaj wsiądę na Flickę.
- Okej.
Uśmiechnęła się i zaczęła czyścić Fasona.
- Ej! A co ze mną? – Mike był trochę zdezorientowany.
- A no tak. Zapomniałyśmy o tobie. – Zaśmiałyśmy się ukazując nasze białe ząbki.
- Foch. – Skrzyżował ręce na piersi i odwrócił do nas tyłem.
Wymieniłyśmy z Alex tylko porozumiewawcze spojrzenia.
- Mike. – Zee podeszła do niego od tyłu i wymruczała. – Mike nie gniewaj się. – Splotła swoje ręce w jego tali i przytuliła do niego od tyłu.
Śmiesznie to wyglądało, bo dziewczyna jest od niego sporo niższa.
Chłopak powoli zaczął mięknąć czując chude ręce Alex na swoim wyrzeźbionym brzusiu (…xD…)
- Mike?
- Co? – Dziewczyna przytuliła się do niego mocniej. – Yhhhh… - wydał z siebie jęk. – No już, już…. Dobra przestań, dusisz mnie.
Zaśmialiśmy się.
- Hmm… - zastanowiłam się chwilę, po czym dodałam – Mike. Ty usiądziesz w siodle za, Alex, okej?
- Mmmm. ‘Za’ powiadasz? – Zafalował brwiami.
Dziewczyna przewróciła oczami i weszła, z powrotem do boksu Fasona.
- Mike! – Wrzasnęła Zee.
- Jezu!!! Co ty chcesz?!
- Podaj mi siodło.
- Frunę!!! – Zatrzepotał rzęsami i pobiegł tanecznym krokiem do siodlarni. – Które? – Spytał nie wiedząc.
- Na tabliczce jest napisane Fason czerwonym mazakiem!
- Okeeeej!
Po dziesięciu minutach konie były wyczyszczone, osiodłane i wyprowadzone na drogę prowadzącą w las.
- No dobra dziczy! Wsiadamy. – Nakazałam.
Włożyłam nogę w strzemię, podciągnęłam się i wygodnie usadowiłam w siodle. Spojrzałam na tę dwójkę. Kłócili się, kto ma wsiąść na siodło pierwszy. Kiedy Alex się podciągała, Mike łapał ją za nogę i ciągnął w dół i tak na zmianę.
- Boże! Dzieci drogie! Mike! – Spojrzał na mnie. – Alex! – Ona też. – Mike, człowieku wsiądź pierwszy to pomożesz Zee wdrapać się.
Mruknęli coś pod nosami, ale zrobili to, co im nakazałam.
Ruszyliśmy stępem po polnej drodze prowadzącej w las. Jechaliśmy obok siebie.
- No i jak? – Spytałam Mika, który kurczowo trzymał się tali, Alex, z czego ona miała niezłą bekę, ja z resztą też.
- Człowieku! Jak się boisz, to się przysuń do mnie.
- Posuń mnie? – Zafalował brwiami i wyszczerzył.
- Przysuń do mnie, zboku.
Tak jak dziewczyna poleciła, Mike PRZYSUNĄŁ SIĘ DO NIEJ i wyprostował.
Dalej szło gładko. No oprócz tego, że zaczęliśmy kłusować, a Mike krzyczał jak mała dziewczynka ‘Boże, Alex! Trzymaj mnie!’ i ‘Jezu ten koń nas zabije!’ i ‘Ja zaraz spadnę!’ ‘ Złamię: rękę, nogę, może i drugą rękę i drugą nogę. Będę miał wstrząs mózgu!’. Więc nie było mowy o galopowaniu. Miałyśmy z Alex taką polewkę z niego, że prawie spadłam z Flicki..
- Dobra! Teraz stęp, bo już niedaleko.
Chłopak trochę się rozluźnił i położył głowę na ramieniu Zee. Szeptał jej coś do ucha, a widać było, że z każdym kolejnym słowem, dziewczyna się spina i bardziej uśmiecha.

Czemu oni nie mogą się przyznać przed samym sobą, że coś do siebie czują?! Dla mnie to nielogiczne. Widać, że na siebie lecą. Każdy, kto pierwszy raz ich widzi uważa, że są parą. To moi przyjaciele... Ja tego tak nie zostawię! Pobawię się w swatkę w Melbourne. Błahahaha. <to jest szatański śmiech, jakby ktoś nie wiedział xP>

Las był gęsty i jakby ciągnął się w nieskończoność. Po paru minutach ta ‘puszcza’ zaczęła się przerzedzać i końcu wyjechaliśmy na małą polankę, na środku, której było jezioro.
- Łał! – Wytrzeszczyli oczy i nie zwracali uwagi na wszystko inne.
Dobrze, że Fason wiedział, co ma robić, bo inaczej już by leżeli.
Podjechaliśmy pod jedno, duże, rozgałęzione drzewo i zsiedliśmy z koni.
Ci idioci znowu się kłócili, tym razem, kto pierwszy ma zsiąść. Znowu interweniowałam.
Przywiązaliśmy konie do gałęzi i poszliśmy na pomost, który zauważyliśmy.
- Ej, po co my tu tak właściwie przyjechaliśmy? – Zapytała Alex
- Nie wiem. Taka mała przejażdżka. – Uśmiechnęłam się.
- Hmmm… Skoro jesteśmy TU… - Zaakcentował, pokazał jezioro i spojrzał na nas. - Nad tym JEZIOREM. – Znów akcentował i patrzył na nas.
Nie wydałyśmy żadnego aktu myślenia.
– Ojcze, Synu i Duchu Święty! Daj mi cierpliwość do tych idiotek, błagam!!! Idziemy się wykąpać.
- Ale nie mamy strojów.
- No cóż… Ja też nie. – Zaśmiał się. – No już! Rozbierać się! – Rozkazał i sam ściągnął koszulkę pokazując swoje mięśnie.
Alex od razu zaczęła się ‘ślinić’, więc szturchnęłam ją w ramię.
- E. Em. Co. Co jest? – Spytała zmieszana.
Zbliżyłam się do niej i szepnęłam do ucha złowieszczym tonem.
- Ja widzę. I ty tego nie ukryjesz. – Przełknęła głośno ślinę, a ja zaczęłam się z niej śmiać.
Alex tylko wywróciła oczami i powiedziała.
- Ja się nie rozbieram. – Stanowczo.
Mike nie zważając na nią ściągnął spodnie ukazując swoje czarne bokserki. Ja też postanowiłam się rozebrać. Ściągnęłam spodenki i położyłam je na siodle.
- I ty przeciwko mnie?! – Alex spojrzała na mnie gniewnie.
- Przepraszam. – Powiedziałam niesłyszalnie.
Mike popatrzył z politowaniem na Zee.
- Nie rozbieram się! – Powtórzyła stanowczo.
- No to ja sam cię rozbiorę.
Podbiegł do niej i przerzucił sobie ją przez ramię.
- Ty jesteś chory! – Wrzasnęła.
On tylko zaczął się śmiać i ściągnął jej szorty, rzucając je na siodło. Postawił ją przed sobą, wziął brzegi jej koszulki i pociągnął do góry, pozbawiając ją do końca ubrania.
- No, no, no. Gustowna bielizna. – Zafalował brwiami, gdy zobaczył czarną koronkową bieliznę.
Speszona dziewczyna okryła się ramionami i spaliła buraka.
- Mmm. Podoba mi się… Następnym razem pogrzebię ci trochę w szufladzie z tym. - wskazał na 'okrycie' dziewczyny.
- Idiota. – Podsumowała Alex.
- Idiota powiadasz?! – Wziął ją na ręce tak jak pan młody, żonę i zaczął wchodzić do wody.
Był już po kolana w niej zanużony.
- Zimna. Chcesz zobaczyć? – Uśmiechnął się do niej.
- Nie, nie, nie. Dziękuję nie skorzystam.
- Hmm… Chyba usłyszałem ‘Jasne’ – puścił ją, ale coś mu się chyba nie udało, bo dziewczyna pociągnęła go za rękę i oboje wpadli.
- Aaaaaaa!!! Zimna!!! – Krzyczeli.
- Chodź Sue! – Wołali mnie
- Ej, wiecie, co? Ja sobie chyba odpuszczę…
- Czemu?
- Bo… Echem…
- Co? Ja cię nie słyszę. Powiedz głośniej. –Krzyknął, Mike.
Już miałam otworzyć usta żeby krzyknąć, ale słowa Alex mi to uniemożliwiły.
- Dobra! Okej! Rozumiem! Niedługo do ciebie wyjdę to się poopalamy, okej? – powiedziała złowrogim tonem.
Skąd ona wiedziała, o co chodzi?!
Ja chcę ich tylko trochę poswatać. ;D
- Jak chcesz! – Odkrzyknęłam i położyłam się na trawie.
Patrzyłam w to jebane niebo przez 20 minut, gdy te jebane robaczki latały mi koło twarzy. -.-’
Coś zasłoniło mi słońce. Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam nad sobą przemoczoną sylwetkę przyjaciółki.
- Heeeeeeeeey. – przeciągnęła. – Wiesz jak ja cię kochaaaaaam???
Rzuciła się na mnie cała mokra.
- Kobieto, oszalałaś?! – wrzasnęłam na nią.
- Mówisz mi to dosyć często- odpowiedziała z zacieszem na twarzy.
- Dobra obeschnij trochę i się zwijamy- powiedziałam do niej
- No ale dlaczego?- zapytała ze smutkiem
- Bo konie się nudzą- odpowiedziałam sarkastycznie
- No dobra- powiedziała
- Mike zwijamy się wyłaź z wody!- krzyknęłam do chłopaka
-Dobra już idę!- odkrzyknął mi.
Po paru minutach wszyscy byli ubrani i wsiadaliśmy na konie. Oczywiście Mike i Alex się kłócili ale jedno moje spojrzenie załatwiło wszystko. Po 10 minutach byliśmy w stajni i myliśmy konie.No, ale oczywiście nie odbyło się bez wygłupów Mika i Alex. Nagle na plecach poczułam wielką plamę wody.
- Przegieliście!- wydarłam się i odwróciłam się ze szlauchem i zaczęłam oblewać ich wodą. 
Po tym rozpoczęła się prawdziwa bitwa. Mike wrzucił Alex do jakiegoś kubła z pianą. Ta wstała i wylała ten kubeł mu na głowę, a ja się patrzyłam i oczywiście lałam ich wodą. Potem oni skapneli się, że jestem prawie sucha i zabrali mi szlauch i zaczęli mnie oblewać wodą, a potem rzucili mnie na bele siana. Myślałam, że ich pozabijam, ale oni po chwili też leżeli w cali w sianie. Po 15 minutach ogarneliśmy się i spojrzałam na zegarek i powiedziałam:
- Dobra ludzie już po 19:00 a jutro jedziemy. Ja idę sobie na kolacyjkę. Chcecie zjeść tutaj czy u siebie?
- Spoko zjemy u siebie- odpowiedziała mi Alex
- Mnie też już nie ma- powiedział Mike
Uśmiechnęłam się i pożegnałam z nimi. Zjadłam kolację, umyłam się i poszłam spać. W mojej głowie był tylko jutrzejszy wyjazd.

***
Hejoł!
Mega sorry za to, że tak długo nie wstawiałyśmy. Tak naprawdę to w największej mierze to przeze mnie bo ja miałam dokończyć i dopiero dzisiaj to zrobiłam. Następny rozdział będzie szybciej. Nie wstawiałyśmy tak długo też przez to, że piszemy nowego bloga o Tajemnicach Domu Anubisa, ale tego nie zawieszamy. I PROSZĘ KOMENTUJCIE DALEJ! 
Katie xx






sobota, 13 kwietnia 2013

No więc...
Dodaję taką notkę na szybko, bo nie mam zbytnio czasu.
Następny rozdział powinien pojawić się dzisiaj lub jutro.
No i tylko tyle miałam do powiedzenia :)
A i jeszcze jedno...
Komentujcie!!! Plisss <3
Pozdro
Alex xx