Rozdział 7
Suzi(Sue)
Dzisiaj niedziela dzień pakowania. Na pewno wezmę zdjęcie z
moimi końmi. Rozłąka z nimi przez dwa tygodnie to dla mnie tortura, ale na
szczęście będę z przyjaciółmi przez ten czas. Katie powiedziała nam nie dawno,
że jakiś przystojny chłopak wprowadził się do domu naprzeciwko i prawie ciągle
o nim mówi. Jak już mówiłam na wakacje wezmę zdjęcie. Na pewno laptopa i mp3.
Będę musiała jeszcze poprosić mamę o kasę. Tam jest masa sklepów. Mogłybyśmy
zrobić sobie wycieczkę na safari. Byłoby ekstra. Powinniśmy opracować plan, co
będziemy robić w Australii.Z nudów puściłam sobie muzykę i zaczęłam sprzątać.
Gdy tak sprzątałam znalazłam zdjęcie, chyba z podstawówki. Na nim byłam ja,
Zee, Katie i Mike. Wtedy przypomniałam sobie ten dzień. To była pierwsza klasa
podstawówki. Tego dnia Zee postanowiła przedstawić nam Miky’ego. Byłyśmy
strasznie nieśmiałe przy nim tego dnia. Dzisiaj jest inaczej. Przytulamy się na
powitanie, a wtedy ledwo wydusiłyśmy proste ‘cześć’.Moje przemyślenia zaczął
zakłócać dźwięk dzwonka do drzwi. Leniwie podniosłam się z podłogi i ruszyłam
po schodach na dół otworzyć drzwi. Ten ktoś, chyba naprawdę nie miał, co robić
tylko dzwonić tym cholernym dzwonkiem. Otworzyłam drzwi z rozmachem i
krzyknęłam:
- Czego?!
- Y… Ja tylko przyszedłem dostarczyć paczkę. – Powiedział
zmieszany, starszawy już listonosz.
- Ale rodziców nie ma, a z resztą… Przepraszam. Proszę
postawić ją w kuchni. – Wskazałam ręką wzdłuż korytarza.
Listonosz zostawił pudło w kuchni i wrócił.
- Mam coś podpisać? – Wzięłam do ręki długopis, który leżał
na szafce.
- Tak. Tu, tu, tu parafka, jeszcze tu, tutaj i tutaj. –Mówił
i pokazywał palcem poszczególne linijki.
Podpisałam jakieś świstki i oddałam mężczyźnie papiery.
- Coś dużo tego podpisywania.
- No cóż. Prawo się zmieniło. – Uśmiechnął się. – Do
widzenia.
- Do widzenia.
Zamknęłam drzwi i wróciłam na górę żeby się dopakować.
Weszłam do mojego przestronnego pokoju, który utrzymany był w kolorach beżu,
bieli i kawy. Naprzeciwko dużych, wykonanych z drewna drzwi, pod ogromnym
oknem, stało dwuosobowe łóżko, a na nim mnóstwo poduszek. Po dwóch jego
stronach były szafki nocne. Na jednej stała lampka nocna. Po prawej stronie, na
całej ścianie była szafa z lustrzanymi drzwiami <nie wiem jak to opisać więc
mam nadzieje, że wiecie, o co chodzi>, a po lewej, biurko z ciemnego drewna,
a na nim: laptop, lampka, jakieś papiery, piórniki i to, co było mi potrzebne
do szkoły.
Pakowanie nie zajęło mi wiele czasu, zaledwie godzinę.
Usiadłam na łóżku i rozmyślałam o tych wakacjach.
Wydaje mi się, że coś się wydarzy. Nie wiem jeszcze, co dokładnie, ale
wiem, że niedługo poznam odpowiedź.
Siedziałam i patrzyłam się na ścianę…
- Już wiem! – Powiedziałam sama do siebie.
Podpełzłam do szafki i wzięłam telefon do ręki wykręcając
numer do Alex.
Jeden sygnał… drugi… trzeci… czwarty… już zaczynałam tracić
nadzieję, że odbierze, ale w końcu za piątym sygnałem odebrała.
- Hahahahahahahahahaha… - tylko to słyszałam w słuchawce.
Oczywiście te dźwięki mogłyby dzisiaj wydawać tylko dwie
osoby – Alex i Mike.
- Mike ty cioto niedorobiona! Oddawaj telefon! – Darła się
Alex
- No dobra… A nie… Pogadamy razem. – Chyba włączył na
głośnik.
- Heeeeeeeeeeeeeej!!!!!!!! – Wydarły się te dzieci.
- Ludzie! Nie drzyjcie się tak, bo ogłuchnę. – Zaśmialiśmy
się.
- No to, co tam chciałaś?
- Spakowaliście się już? – Spytałam.
- Yyyy… Można to tak nazwać.
- Aha??? Nie wnikam… No dobra, to ruszać dupy i do mnie
marsz, albo na deskach jak wolicie. Pojeździmy trochę.
Zapadła cisza.
- Ej! Heloł???
- A… Ale ja nie umiem. – Mike.
- Dobra, chodźcie do mnie to coś wymyślimy.
Rozłączyłam się nie chcąc słyszeć żadnych sprzeciwie z ich
strony.
Minęło 10 minut i końcu usłyszałam dzwonek do drzwi.
Zbiegłam na dół i szybko otworzyłam drzwi. Ujrzałam w nich uśmiechniętych
przyjaciół.
- Zostawiajcie deski i idziemy do stajni.
- Okej.
Zostawili deski w holu i pobiegliśmy do stajni.
Otworzyłam ‘wrota’ do mojej ‘krainy’ i nagle wszystkie konie
spojrzały się na mnie. Szliśmy wzdłuż stajni przyglądając się każdemu koniowi z
uwagą. Na samym końcu tego jakże długiego ‘korytarza’ miały boksy nasze konie –
Fason, Milky, Friki, Flicka i Gawrosz.
- No to, na którego wsiadam? – Spytała Alex.
- No na Fasona, tak jak zawsze… Ja dzisiaj wsiądę na Flickę.
- Okej.
Uśmiechnęła się i zaczęła czyścić Fasona.
- Ej! A co ze mną? – Mike był trochę zdezorientowany.
- A no tak. Zapomniałyśmy o tobie. – Zaśmiałyśmy się
ukazując nasze białe ząbki.
- Foch. – Skrzyżował ręce na piersi i odwrócił do nas tyłem.
Wymieniłyśmy z Alex tylko porozumiewawcze spojrzenia.
- Mike. – Zee podeszła do niego od tyłu i wymruczała. – Mike
nie gniewaj się. – Splotła swoje ręce w jego tali i przytuliła do niego od
tyłu.
Śmiesznie to wyglądało, bo dziewczyna jest od niego sporo
niższa.
Chłopak powoli zaczął mięknąć czując chude ręce Alex na
swoim wyrzeźbionym brzusiu (…xD…)
- Mike?
- Co? – Dziewczyna przytuliła się do niego mocniej. – Yhhhh…
- wydał z siebie jęk. – No już, już…. Dobra przestań, dusisz mnie.
Zaśmialiśmy się.
- Hmm… - zastanowiłam się chwilę, po czym dodałam – Mike. Ty
usiądziesz w siodle za, Alex, okej?
- Mmmm. ‘Za’ powiadasz? – Zafalował brwiami.
Dziewczyna przewróciła oczami i weszła, z powrotem do boksu
Fasona.
- Mike! – Wrzasnęła Zee.
- Jezu!!! Co ty chcesz?!
- Podaj mi siodło.
- Frunę!!! – Zatrzepotał rzęsami i pobiegł tanecznym krokiem
do siodlarni. – Które? – Spytał nie wiedząc.
- Na tabliczce jest napisane Fason czerwonym mazakiem!
- Okeeeej!
Po dziesięciu minutach konie były wyczyszczone, osiodłane i
wyprowadzone na drogę prowadzącą w las.
- No dobra dziczy! Wsiadamy. – Nakazałam.
Włożyłam nogę w strzemię, podciągnęłam się i wygodnie
usadowiłam w siodle. Spojrzałam na tę dwójkę. Kłócili się, kto ma wsiąść na
siodło pierwszy. Kiedy Alex się podciągała, Mike łapał ją za nogę i ciągnął w
dół i tak na zmianę.
- Boże! Dzieci drogie! Mike! – Spojrzał na mnie. – Alex! –
Ona też. – Mike, człowieku wsiądź pierwszy to pomożesz Zee wdrapać się.
Mruknęli coś pod nosami, ale zrobili to, co im nakazałam.
Ruszyliśmy stępem po polnej drodze prowadzącej w las.
Jechaliśmy obok siebie.
- No i jak? – Spytałam Mika, który kurczowo trzymał się
tali, Alex, z czego ona miała niezłą bekę, ja z resztą też.
- Człowieku! Jak się boisz, to się przysuń do mnie.
- Posuń mnie? – Zafalował brwiami i wyszczerzył.
- Przysuń do mnie, zboku.
Tak jak dziewczyna poleciła, Mike PRZYSUNĄŁ SIĘ DO NIEJ i
wyprostował.
Dalej szło gładko. No oprócz tego, że zaczęliśmy kłusować, a
Mike krzyczał jak mała dziewczynka ‘Boże, Alex! Trzymaj mnie!’ i ‘Jezu ten koń
nas zabije!’ i ‘Ja zaraz spadnę!’ ‘ Złamię: rękę, nogę, może i drugą rękę i
drugą nogę. Będę miał wstrząs mózgu!’. Więc nie było mowy o galopowaniu.
Miałyśmy z Alex taką polewkę z niego, że prawie spadłam z Flicki..
- Dobra! Teraz stęp, bo już niedaleko.
Chłopak trochę się rozluźnił i położył głowę na ramieniu
Zee. Szeptał jej coś do ucha, a widać było, że z każdym kolejnym słowem,
dziewczyna się spina i bardziej uśmiecha.
Czemu oni nie mogą się przyznać przed samym sobą, że coś do siebie
czują?! Dla mnie to nielogiczne. Widać, że na siebie lecą. Każdy, kto pierwszy
raz ich widzi uważa, że są parą. To moi przyjaciele... Ja tego tak nie zostawię!
Pobawię się w swatkę w Melbourne. Błahahaha. <to jest szatański
śmiech, jakby ktoś nie wiedział xP>
Las był gęsty i jakby ciągnął się w nieskończoność. Po paru
minutach ta ‘puszcza’ zaczęła się przerzedzać i końcu wyjechaliśmy na małą
polankę, na środku, której było jezioro.
- Łał! – Wytrzeszczyli oczy i nie zwracali uwagi na wszystko
inne.
Dobrze, że Fason wiedział, co ma robić, bo inaczej już by
leżeli.
Podjechaliśmy pod jedno, duże, rozgałęzione drzewo i
zsiedliśmy z koni.
Ci idioci znowu się kłócili, tym razem, kto pierwszy ma
zsiąść. Znowu interweniowałam.
Przywiązaliśmy konie do gałęzi i poszliśmy na pomost, który
zauważyliśmy.
- Ej, po co my tu tak właściwie przyjechaliśmy? – Zapytała
Alex
- Nie wiem. Taka mała przejażdżka. – Uśmiechnęłam się.
- Hmmm… Skoro jesteśmy TU… - Zaakcentował, pokazał jezioro i
spojrzał na nas. - Nad tym JEZIOREM. – Znów akcentował i patrzył na nas.
Nie wydałyśmy żadnego aktu myślenia.
– Ojcze, Synu i Duchu Święty! Daj mi cierpliwość do tych
idiotek, błagam!!! Idziemy się wykąpać.
- Ale nie mamy strojów.
- No cóż… Ja też nie. – Zaśmiał się. – No już! Rozbierać
się! – Rozkazał i sam ściągnął koszulkę pokazując swoje mięśnie.
Alex od razu zaczęła się ‘ślinić’, więc szturchnęłam ją w
ramię.
- E. Em. Co. Co jest? – Spytała zmieszana.
Zbliżyłam się do niej i szepnęłam do ucha złowieszczym
tonem.
- Ja widzę. I ty tego nie ukryjesz. – Przełknęła głośno
ślinę, a ja zaczęłam się z niej śmiać.
Alex tylko wywróciła oczami i powiedziała.
- Ja się nie rozbieram. – Stanowczo.
Mike nie zważając na nią ściągnął spodnie ukazując swoje
czarne bokserki. Ja też postanowiłam się rozebrać. Ściągnęłam spodenki i
położyłam je na siodle.
- I ty przeciwko mnie?! – Alex spojrzała na mnie gniewnie.
- Przepraszam. – Powiedziałam niesłyszalnie.
Mike popatrzył z politowaniem na Zee.
- Nie rozbieram się! – Powtórzyła stanowczo.
- No to ja sam cię rozbiorę.
Podbiegł do niej i przerzucił sobie ją przez ramię.
- Ty jesteś chory! – Wrzasnęła.
On tylko zaczął się śmiać i ściągnął jej szorty, rzucając je
na siodło. Postawił ją przed sobą, wziął brzegi jej koszulki i pociągnął do
góry, pozbawiając ją do końca ubrania.
- No, no, no. Gustowna bielizna. – Zafalował brwiami, gdy
zobaczył czarną koronkową bieliznę.
Speszona dziewczyna okryła się ramionami i spaliła buraka.
- Mmm. Podoba mi się… Następnym razem pogrzebię ci trochę w
szufladzie z tym. - wskazał na 'okrycie' dziewczyny.
- Idiota. – Podsumowała Alex.
- Idiota powiadasz?! – Wziął ją na ręce tak jak pan młody,
żonę i zaczął wchodzić do wody.
Był już po kolana w niej zanużony.
- Zimna. Chcesz zobaczyć? – Uśmiechnął się do niej.
- Nie, nie, nie. Dziękuję nie skorzystam.
- Hmm… Chyba usłyszałem ‘Jasne’ – puścił ją, ale coś mu się
chyba nie udało, bo dziewczyna pociągnęła go za rękę i oboje wpadli.
- Aaaaaaa!!! Zimna!!! – Krzyczeli.
- Chodź Sue! – Wołali mnie
- Ej, wiecie, co? Ja sobie chyba odpuszczę…
- Czemu?
- Bo… Echem…
- Co? Ja cię nie słyszę. Powiedz głośniej. –Krzyknął, Mike.
Już miałam otworzyć usta żeby krzyknąć, ale słowa Alex mi to
uniemożliwiły.
- Dobra! Okej! Rozumiem! Niedługo do ciebie wyjdę to się
poopalamy, okej? – powiedziała złowrogim tonem.
Skąd ona wiedziała, o co chodzi?!
Ja chcę ich tylko trochę poswatać. ;D
- Jak chcesz! – Odkrzyknęłam i położyłam się na trawie.
Patrzyłam w to jebane niebo przez 20 minut, gdy te jebane
robaczki latały mi koło twarzy. -.-’
Coś zasłoniło mi słońce. Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam
nad sobą przemoczoną sylwetkę przyjaciółki.
- Heeeeeeeeey. – przeciągnęła. – Wiesz jak ja cię
kochaaaaaam???
Rzuciła się na mnie cała mokra.
- Kobieto, oszalałaś?! – wrzasnęłam na nią.
- Mówisz mi to dosyć często- odpowiedziała z zacieszem na
twarzy.
- Dobra obeschnij trochę i się zwijamy- powiedziałam do niej
- No ale dlaczego?- zapytała ze smutkiem
- Bo konie się nudzą- odpowiedziałam sarkastycznie
- No dobra- powiedziała
- Mike zwijamy się wyłaź z wody!- krzyknęłam do chłopaka
-Dobra już idę!- odkrzyknął mi.
Po paru minutach wszyscy byli ubrani i wsiadaliśmy na konie.
Oczywiście Mike i Alex się kłócili ale jedno moje spojrzenie załatwiło
wszystko. Po 10 minutach byliśmy w stajni i myliśmy konie.No, ale oczywiście nie odbyło się bez wygłupów Mika i Alex. Nagle na plecach poczułam wielką plamę wody.
- Przegieliście!- wydarłam się i odwróciłam się ze szlauchem i zaczęłam oblewać ich wodą.
Po tym rozpoczęła się prawdziwa bitwa. Mike wrzucił Alex do jakiegoś kubła z pianą. Ta wstała i wylała ten kubeł mu na głowę, a ja się patrzyłam i oczywiście lałam ich wodą. Potem oni skapneli się, że jestem prawie sucha i zabrali mi szlauch i zaczęli mnie oblewać wodą, a potem rzucili mnie na bele siana. Myślałam, że ich pozabijam, ale oni po chwili też leżeli w cali w sianie. Po 15 minutach ogarneliśmy się i spojrzałam na zegarek i powiedziałam:
- Dobra ludzie już po 19:00 a jutro jedziemy. Ja idę sobie
na kolacyjkę. Chcecie zjeść tutaj czy u siebie?
- Spoko zjemy u siebie- odpowiedziała mi Alex
- Mnie też już nie ma- powiedział Mike
Uśmiechnęłam się i pożegnałam z nimi. Zjadłam kolację,
umyłam się i poszłam spać. W mojej głowie był tylko jutrzejszy wyjazd.
***
Hejoł!
Mega sorry za to, że tak długo nie wstawiałyśmy. Tak naprawdę to w największej mierze to przeze mnie bo ja miałam dokończyć i dopiero dzisiaj to zrobiłam. Następny rozdział będzie szybciej. Nie wstawiałyśmy tak długo też przez to, że piszemy nowego bloga o Tajemnicach Domu Anubisa, ale tego nie zawieszamy. I PROSZĘ KOMENTUJCIE DALEJ!
Katie xx