niedziela, 5 maja 2013

Rozdział dziewiąty



Rozdział 9
Katie
Obudziłam się o 6:30 Sue jeszcze spała. Nie chciałam jej budzić. Poszłam się umyć i starałam się robić to bardzo cicho. Ubrałam się i zeszłam do kuchni zrobić sobie śniadanie. Wypiłam szybko kawę i zjadłam jakieś płatki. Zostawiłam kartkę na stole, że wychodzę, a potem wyszłam do centrum. Postanowiłam pojechać autobusem bo na piechotę to więcej niż dwadzieścia minut. Wzięłam trochę kasy bo mogło mi się coś spodobać. Po dziesięciu minutach byłam w centrum i weszłam do galerii handlowej. Pochodziłam przez piętnaście minut i wtedy go zobaczyłam. Te same błękitne oczy, te same blond włosy i te same glany. Tak to był on. Ten chłopak którego widziałam przez okno. Gdy tak się mu przypatrywałam on odwrócił się do mnie i znów spojrzał na mnie tak, że poczułam jak jego oczy przeszywają mnie od środka. Zrobił to tak jak wtedy tyle, że ja tym razem się nie odwróciłam. Patrzyliśmy na siebie dopóki, jego koledzy nie zaczęli go szturchać i poganiać. Odwrócił się, a mi do głowy przyszedł idiotyczny pomysł śledzenia ich. Oczywiście poszłam nawet nie wiem dlaczego. Chodziłam za nimi przez ok. dwadzieścia minut, aż w końcu wyszli. Wyszłam za nimi, a oni poszli na przystanek i pojechali tym samym autobusem, którym ja bym pojechała na plażę do naszego domku. Autobus zatrzymał się na moim przystanki i wysiadłam. Zdziwiłam się, kiedy oni też wysiedli. Szłam w stronę naszego domku, a oni za mną. Kiedy doszłam, oni szli dalej. Poszłam za nimi dalej. Po pięciu minutach zatrzymali się, a ja wyjrzałam i zobaczyłam taki sam domek jak nasz. Weszli do niego i zniknęli mi z oczu. Pobiegłam do naszego domku i dosłowni rzuciłam się na drzwi. Wbiegłam do środka, a przy stole w kuchni siedzieli: Mike, Sue i Zee. Patrzyli na mnie jak na wariatkę. Poszłam do łazienki i przejrzałam się w lustrze. Miałam we włosach liście i byłam cała poczochrana. Wyszłam do nich i powiedziałam:
-Wiem wyglądam komicznie, ale nie oto chodzi. Pamiętacie tego chłopaka, o którym wam mówiłam?
-Nie da się zapomnieć jak ciągle o nim gadasz- powiedziała z uśmiechem Sue
-Dobra, pamiętacie. No więc tak: spotkałam go w galerii handlowej w centrum z jego kolegami, znowu na mnie spojrzał i gdy się odwrócił przyszedł mi do głowy pomysł śledzenia ich.- kontynuowałam
Mike tylko westchnął.
-No to śledziłam ich i wysiedli na tym samym przystanku co ja. Myślałam, że idą za mną, ale jak doszłam do domku oni poszli dalej. No więc poszłam za nimi. Okazało się, że pięć minut drogi stąd jest drugi, identyczny domek jak nasz. No i tak sobie pomyślałam, że może byśmy poszli do nich, co wy na to?- skończyłam i czekałam na odpowiedź
-No wiesz mieliśmy dzisiaj iść popływać i wyjść sobie na miasto. Więc może jutro?- zaproponowała Sue
-Ok. Nie ma sprawy.- odpowiedziałam z uśmiechem i zaczęłam jeść śniadanie.
Po śniadaniu wszyscy poszliśmy na miasto gdzie spędziliśmy prawie sześć godzin! Wróciliśmy do domku tak o piętnastej. Byliśmy obładowani zakupami, szczególnie spożywczymi. Wróciliśmy do swoich pokoi, przebraliśmy się i poszliśmy na plaże. Mike na początku nie chciał wchodzić więc zaczęłyśmy go ochlapywać. On w pewnym momencie przewiesił sobie Zee przez ramię i wrzucił ją do wody. Po chwili mnie i Sue wrzucił. Jakoś udało nam się go wepchnąć do wody. Bawiliśmy się tak, że straciliśmy całkowite poczucie czasu. Kiedy wracaliśmy spojrzałyśmy na zegarek w kuchni i była dwudziesta pierwsza. Poszliśmy się umyć i po chwili każdy był w swoim łóżku. Sue momentalnie zasnęła, a mi nagle ochota przyszła na czytanie książki. Poczytałam z godzinę, a potem zasnęłam z książką w ręku

***
 Hejka!
Miałyśmy wstawiać ten rozdział już w piątek ale jakoś nie wyszło. Ten rozdział będzie chyba najgorszy z perspektywy Katie. Naprawdę sorry. Następny rozdział= 5 komentarzy
 Katie xx
 


piątek, 26 kwietnia 2013

Rozdział ósmy



Rozdział 8
Mike (Spikey Mikey)
Obudził mnie budzik na 5:00. Myślałem, że go zjem. Po 15 minutach rozbudziłem się na serio. Wstałem, podszedłem do okna i wrzasnąłem do Zee. Podeszła do okna i powiedziała:
-Już nie śpię, nie musisz się drzeć. Za jakieś pół godziny będę, idę się myć. Poza tym musze podręczny spakować.
-Dobra- okrzyknąłem. Też poszedłem się umyć, tyle, że mi to zajęło 15 minut, a nie pół godziny. Z braku nic nie robienia poszedłem znieść walizki i zrobiłem coś do jedzenia. Potem poszedłem do Zee zawołać ją na śniadanie. Powiedziała jeszcze żebym pomógł jej z czteroma walizkami, ale i tak ona wzięła trzy a ja jedną. Kiedy były już zniesione zaprosiłem ją na śniadanie. Gdy tak jedliśmy powiedziałem jej, że moja mama nas odwiezie na lotnisko. Wzięliśmy walizki i zapakowaliśmy do bagażnika, kiedy wyjeżdżaliśmy była 6:00, mieliśmy być 6:30 na lotnisku. Wreszcie dojechaliśmy na lotnisko, a dziewczyny już czekały. Zee i ja wyciągnęliśmy walizki z bagażnika. Przywitaliśmy się i poszliśmy na odprawę. Gdy popatrzyłem na zegarek była za pięć siódma, a o siódmej był samolot. Powiedziałem to dziewczynom, a one się poderwały i zaczęły mnie ochrzaniać za to, że im wcześniej nie powiedziałem. Śmiały się i ja też zacząłem. W końcu wsiedliśmy do samolotu. Ja usiadłem z Zee, a Katie z Sue. Po piętnastu minutach lotu Zee zaczęła wyciągać z podręcznej torby: laptopa, iPod’a, iPhon’a i do tego wszystkiego lustrzankę, którą swoją drogą Alex robiła piękne zdjęcia. Myślałem, że jeszcze deskę wyciągnie. Zacząłem się głośno śmiać, a ona zapytała:
- Co cię tak bawi?
- Nic. Myślałem, że jeszcze deskę wyciągniesz
- Nie, bo deskę mam w walizce.
Ja popatrzyłem na nią jak na świruskę, a ona zrobiła mi zdjęcie i wrzuciła na tt.
- Przecież wiesz, że nigdzie się bez niej nie ruszam. – powiedziała. Nie rozmawialiśmy już przez czas lotu. Byliśmy na miejscu o 19:00. Wzięliśmy taxi i pojechaliśmy na plaże do naszego domku. Gdy dojechaliśmy, aż dech mi zaparło. Rzeczywiście domek był niesamowity. Nie za duży, nie za mały. Kilka metrów dalej znajdowało się morze. Wszyscy wzięli swoje walizki, ale braliśmy je na raty. Kiedy wszedłem na górę było już ustalone kto gdzie śpi. Zee zajęła nam nie duży, ale przytulny pokuj. W rogu pokoju było małe biurko. Naprzeciwko łóżek była duża szafa, Zee już rozpakowywała walizkę. Katie i Sue miały podobny pokuj. Resztę dnia spędziliśmy na rozglądaniu się po okolicy.
***
no to jest obiecany rozdział
przyznam szczerze, że mi za bardzo nie podoba się ten rozdział ;c ale opinię pozostawiamy wam ;)
ogółem to to jest (że tak się wyrażę) pierdolenie o Szopenie ;/ Err.
Pozdrówki
Alex xx 

piątek, 19 kwietnia 2013

Rozdział siódmy




Rozdział 7
Suzi(Sue)
Dzisiaj niedziela dzień pakowania. Na pewno wezmę zdjęcie z moimi końmi. Rozłąka z nimi przez dwa tygodnie to dla mnie tortura, ale na szczęście będę z przyjaciółmi przez ten czas. Katie powiedziała nam nie dawno, że jakiś przystojny chłopak wprowadził się do domu naprzeciwko i prawie ciągle o nim mówi. Jak już mówiłam na wakacje wezmę zdjęcie. Na pewno laptopa i mp3. Będę musiała jeszcze poprosić mamę o kasę. Tam jest masa sklepów. Mogłybyśmy zrobić sobie wycieczkę na safari. Byłoby ekstra. Powinniśmy opracować plan, co będziemy robić w Australii.Z nudów puściłam sobie muzykę i zaczęłam sprzątać. Gdy tak sprzątałam znalazłam zdjęcie, chyba z podstawówki. Na nim byłam ja, Zee, Katie i Mike. Wtedy przypomniałam sobie ten dzień. To była pierwsza klasa podstawówki. Tego dnia Zee postanowiła przedstawić nam Miky’ego. Byłyśmy strasznie nieśmiałe przy nim tego dnia. Dzisiaj jest inaczej. Przytulamy się na powitanie, a wtedy ledwo wydusiłyśmy proste ‘cześć’.Moje przemyślenia zaczął zakłócać dźwięk dzwonka do drzwi. Leniwie podniosłam się z podłogi i ruszyłam po schodach na dół otworzyć drzwi. Ten ktoś, chyba naprawdę nie miał, co robić tylko dzwonić tym cholernym dzwonkiem. Otworzyłam drzwi z rozmachem i krzyknęłam:
- Czego?!
- Y… Ja tylko przyszedłem dostarczyć paczkę. – Powiedział zmieszany, starszawy już listonosz.
- Ale rodziców nie ma, a z resztą… Przepraszam. Proszę postawić ją w kuchni. – Wskazałam ręką wzdłuż korytarza.
Listonosz zostawił pudło w kuchni i wrócił.
- Mam coś podpisać? – Wzięłam do ręki długopis, który leżał na szafce.
- Tak. Tu, tu, tu parafka, jeszcze tu, tutaj i tutaj. –Mówił i pokazywał palcem poszczególne linijki.
Podpisałam jakieś świstki i oddałam mężczyźnie papiery.
- Coś dużo tego podpisywania.
- No cóż. Prawo się zmieniło. – Uśmiechnął się. – Do widzenia.
- Do widzenia.
Zamknęłam drzwi i wróciłam na górę żeby się dopakować. Weszłam do mojego przestronnego pokoju, który utrzymany był w kolorach beżu, bieli i kawy. Naprzeciwko dużych, wykonanych z drewna drzwi, pod ogromnym oknem, stało dwuosobowe łóżko, a na nim mnóstwo poduszek. Po dwóch jego stronach były szafki nocne. Na jednej stała lampka nocna. Po prawej stronie, na całej ścianie była szafa z lustrzanymi drzwiami <nie wiem jak to opisać więc mam nadzieje, że wiecie, o co chodzi>, a po lewej, biurko z ciemnego drewna, a na nim: laptop, lampka, jakieś papiery, piórniki i to, co było mi potrzebne do szkoły.
Pakowanie nie zajęło mi wiele czasu, zaledwie godzinę. Usiadłam na łóżku i rozmyślałam o tych wakacjach.

Wydaje mi się, że coś się wydarzy. Nie wiem jeszcze, co dokładnie, ale wiem, że niedługo poznam odpowiedź.

Siedziałam i patrzyłam się na ścianę…
- Już wiem! – Powiedziałam sama do siebie.
Podpełzłam do szafki i wzięłam telefon do ręki wykręcając numer do Alex.
Jeden sygnał… drugi… trzeci… czwarty… już zaczynałam tracić nadzieję, że odbierze, ale w końcu za piątym sygnałem odebrała.
- Hahahahahahahahahaha… - tylko to słyszałam w słuchawce.
Oczywiście te dźwięki mogłyby dzisiaj wydawać tylko dwie osoby – Alex i Mike.
- Mike ty cioto niedorobiona! Oddawaj telefon! – Darła się Alex
- No dobra… A nie… Pogadamy razem. – Chyba włączył na głośnik.
- Heeeeeeeeeeeeeej!!!!!!!! – Wydarły się te dzieci.
- Ludzie! Nie drzyjcie się tak, bo ogłuchnę. – Zaśmialiśmy się.
- No to, co tam chciałaś?
- Spakowaliście się już? – Spytałam.
- Yyyy… Można to tak nazwać.
- Aha??? Nie wnikam… No dobra, to ruszać dupy i do mnie marsz, albo na deskach jak wolicie. Pojeździmy trochę.
Zapadła cisza.
- Ej! Heloł???
- A… Ale ja nie umiem. – Mike.
- Dobra, chodźcie do mnie to coś wymyślimy.
Rozłączyłam się nie chcąc słyszeć żadnych sprzeciwie z ich strony.
Minęło 10 minut i końcu usłyszałam dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół i szybko otworzyłam drzwi. Ujrzałam w nich uśmiechniętych przyjaciół.
- Zostawiajcie deski i idziemy do stajni.
- Okej.
Zostawili deski w holu i pobiegliśmy do stajni.
Otworzyłam ‘wrota’ do mojej ‘krainy’ i nagle wszystkie konie spojrzały się na mnie. Szliśmy wzdłuż stajni przyglądając się każdemu koniowi z uwagą. Na samym końcu tego jakże długiego ‘korytarza’ miały boksy nasze konie – Fason, Milky, Friki, Flicka i Gawrosz.
- No to, na którego wsiadam? – Spytała Alex.
- No na Fasona, tak jak zawsze… Ja dzisiaj wsiądę na Flickę.
- Okej.
Uśmiechnęła się i zaczęła czyścić Fasona.
- Ej! A co ze mną? – Mike był trochę zdezorientowany.
- A no tak. Zapomniałyśmy o tobie. – Zaśmiałyśmy się ukazując nasze białe ząbki.
- Foch. – Skrzyżował ręce na piersi i odwrócił do nas tyłem.
Wymieniłyśmy z Alex tylko porozumiewawcze spojrzenia.
- Mike. – Zee podeszła do niego od tyłu i wymruczała. – Mike nie gniewaj się. – Splotła swoje ręce w jego tali i przytuliła do niego od tyłu.
Śmiesznie to wyglądało, bo dziewczyna jest od niego sporo niższa.
Chłopak powoli zaczął mięknąć czując chude ręce Alex na swoim wyrzeźbionym brzusiu (…xD…)
- Mike?
- Co? – Dziewczyna przytuliła się do niego mocniej. – Yhhhh… - wydał z siebie jęk. – No już, już…. Dobra przestań, dusisz mnie.
Zaśmialiśmy się.
- Hmm… - zastanowiłam się chwilę, po czym dodałam – Mike. Ty usiądziesz w siodle za, Alex, okej?
- Mmmm. ‘Za’ powiadasz? – Zafalował brwiami.
Dziewczyna przewróciła oczami i weszła, z powrotem do boksu Fasona.
- Mike! – Wrzasnęła Zee.
- Jezu!!! Co ty chcesz?!
- Podaj mi siodło.
- Frunę!!! – Zatrzepotał rzęsami i pobiegł tanecznym krokiem do siodlarni. – Które? – Spytał nie wiedząc.
- Na tabliczce jest napisane Fason czerwonym mazakiem!
- Okeeeej!
Po dziesięciu minutach konie były wyczyszczone, osiodłane i wyprowadzone na drogę prowadzącą w las.
- No dobra dziczy! Wsiadamy. – Nakazałam.
Włożyłam nogę w strzemię, podciągnęłam się i wygodnie usadowiłam w siodle. Spojrzałam na tę dwójkę. Kłócili się, kto ma wsiąść na siodło pierwszy. Kiedy Alex się podciągała, Mike łapał ją za nogę i ciągnął w dół i tak na zmianę.
- Boże! Dzieci drogie! Mike! – Spojrzał na mnie. – Alex! – Ona też. – Mike, człowieku wsiądź pierwszy to pomożesz Zee wdrapać się.
Mruknęli coś pod nosami, ale zrobili to, co im nakazałam.
Ruszyliśmy stępem po polnej drodze prowadzącej w las. Jechaliśmy obok siebie.
- No i jak? – Spytałam Mika, który kurczowo trzymał się tali, Alex, z czego ona miała niezłą bekę, ja z resztą też.
- Człowieku! Jak się boisz, to się przysuń do mnie.
- Posuń mnie? – Zafalował brwiami i wyszczerzył.
- Przysuń do mnie, zboku.
Tak jak dziewczyna poleciła, Mike PRZYSUNĄŁ SIĘ DO NIEJ i wyprostował.
Dalej szło gładko. No oprócz tego, że zaczęliśmy kłusować, a Mike krzyczał jak mała dziewczynka ‘Boże, Alex! Trzymaj mnie!’ i ‘Jezu ten koń nas zabije!’ i ‘Ja zaraz spadnę!’ ‘ Złamię: rękę, nogę, może i drugą rękę i drugą nogę. Będę miał wstrząs mózgu!’. Więc nie było mowy o galopowaniu. Miałyśmy z Alex taką polewkę z niego, że prawie spadłam z Flicki..
- Dobra! Teraz stęp, bo już niedaleko.
Chłopak trochę się rozluźnił i położył głowę na ramieniu Zee. Szeptał jej coś do ucha, a widać było, że z każdym kolejnym słowem, dziewczyna się spina i bardziej uśmiecha.

Czemu oni nie mogą się przyznać przed samym sobą, że coś do siebie czują?! Dla mnie to nielogiczne. Widać, że na siebie lecą. Każdy, kto pierwszy raz ich widzi uważa, że są parą. To moi przyjaciele... Ja tego tak nie zostawię! Pobawię się w swatkę w Melbourne. Błahahaha. <to jest szatański śmiech, jakby ktoś nie wiedział xP>

Las był gęsty i jakby ciągnął się w nieskończoność. Po paru minutach ta ‘puszcza’ zaczęła się przerzedzać i końcu wyjechaliśmy na małą polankę, na środku, której było jezioro.
- Łał! – Wytrzeszczyli oczy i nie zwracali uwagi na wszystko inne.
Dobrze, że Fason wiedział, co ma robić, bo inaczej już by leżeli.
Podjechaliśmy pod jedno, duże, rozgałęzione drzewo i zsiedliśmy z koni.
Ci idioci znowu się kłócili, tym razem, kto pierwszy ma zsiąść. Znowu interweniowałam.
Przywiązaliśmy konie do gałęzi i poszliśmy na pomost, który zauważyliśmy.
- Ej, po co my tu tak właściwie przyjechaliśmy? – Zapytała Alex
- Nie wiem. Taka mała przejażdżka. – Uśmiechnęłam się.
- Hmmm… Skoro jesteśmy TU… - Zaakcentował, pokazał jezioro i spojrzał na nas. - Nad tym JEZIOREM. – Znów akcentował i patrzył na nas.
Nie wydałyśmy żadnego aktu myślenia.
– Ojcze, Synu i Duchu Święty! Daj mi cierpliwość do tych idiotek, błagam!!! Idziemy się wykąpać.
- Ale nie mamy strojów.
- No cóż… Ja też nie. – Zaśmiał się. – No już! Rozbierać się! – Rozkazał i sam ściągnął koszulkę pokazując swoje mięśnie.
Alex od razu zaczęła się ‘ślinić’, więc szturchnęłam ją w ramię.
- E. Em. Co. Co jest? – Spytała zmieszana.
Zbliżyłam się do niej i szepnęłam do ucha złowieszczym tonem.
- Ja widzę. I ty tego nie ukryjesz. – Przełknęła głośno ślinę, a ja zaczęłam się z niej śmiać.
Alex tylko wywróciła oczami i powiedziała.
- Ja się nie rozbieram. – Stanowczo.
Mike nie zważając na nią ściągnął spodnie ukazując swoje czarne bokserki. Ja też postanowiłam się rozebrać. Ściągnęłam spodenki i położyłam je na siodle.
- I ty przeciwko mnie?! – Alex spojrzała na mnie gniewnie.
- Przepraszam. – Powiedziałam niesłyszalnie.
Mike popatrzył z politowaniem na Zee.
- Nie rozbieram się! – Powtórzyła stanowczo.
- No to ja sam cię rozbiorę.
Podbiegł do niej i przerzucił sobie ją przez ramię.
- Ty jesteś chory! – Wrzasnęła.
On tylko zaczął się śmiać i ściągnął jej szorty, rzucając je na siodło. Postawił ją przed sobą, wziął brzegi jej koszulki i pociągnął do góry, pozbawiając ją do końca ubrania.
- No, no, no. Gustowna bielizna. – Zafalował brwiami, gdy zobaczył czarną koronkową bieliznę.
Speszona dziewczyna okryła się ramionami i spaliła buraka.
- Mmm. Podoba mi się… Następnym razem pogrzebię ci trochę w szufladzie z tym. - wskazał na 'okrycie' dziewczyny.
- Idiota. – Podsumowała Alex.
- Idiota powiadasz?! – Wziął ją na ręce tak jak pan młody, żonę i zaczął wchodzić do wody.
Był już po kolana w niej zanużony.
- Zimna. Chcesz zobaczyć? – Uśmiechnął się do niej.
- Nie, nie, nie. Dziękuję nie skorzystam.
- Hmm… Chyba usłyszałem ‘Jasne’ – puścił ją, ale coś mu się chyba nie udało, bo dziewczyna pociągnęła go za rękę i oboje wpadli.
- Aaaaaaa!!! Zimna!!! – Krzyczeli.
- Chodź Sue! – Wołali mnie
- Ej, wiecie, co? Ja sobie chyba odpuszczę…
- Czemu?
- Bo… Echem…
- Co? Ja cię nie słyszę. Powiedz głośniej. –Krzyknął, Mike.
Już miałam otworzyć usta żeby krzyknąć, ale słowa Alex mi to uniemożliwiły.
- Dobra! Okej! Rozumiem! Niedługo do ciebie wyjdę to się poopalamy, okej? – powiedziała złowrogim tonem.
Skąd ona wiedziała, o co chodzi?!
Ja chcę ich tylko trochę poswatać. ;D
- Jak chcesz! – Odkrzyknęłam i położyłam się na trawie.
Patrzyłam w to jebane niebo przez 20 minut, gdy te jebane robaczki latały mi koło twarzy. -.-’
Coś zasłoniło mi słońce. Otworzyłam jedno oko i zobaczyłam nad sobą przemoczoną sylwetkę przyjaciółki.
- Heeeeeeeeey. – przeciągnęła. – Wiesz jak ja cię kochaaaaaam???
Rzuciła się na mnie cała mokra.
- Kobieto, oszalałaś?! – wrzasnęłam na nią.
- Mówisz mi to dosyć często- odpowiedziała z zacieszem na twarzy.
- Dobra obeschnij trochę i się zwijamy- powiedziałam do niej
- No ale dlaczego?- zapytała ze smutkiem
- Bo konie się nudzą- odpowiedziałam sarkastycznie
- No dobra- powiedziała
- Mike zwijamy się wyłaź z wody!- krzyknęłam do chłopaka
-Dobra już idę!- odkrzyknął mi.
Po paru minutach wszyscy byli ubrani i wsiadaliśmy na konie. Oczywiście Mike i Alex się kłócili ale jedno moje spojrzenie załatwiło wszystko. Po 10 minutach byliśmy w stajni i myliśmy konie.No, ale oczywiście nie odbyło się bez wygłupów Mika i Alex. Nagle na plecach poczułam wielką plamę wody.
- Przegieliście!- wydarłam się i odwróciłam się ze szlauchem i zaczęłam oblewać ich wodą. 
Po tym rozpoczęła się prawdziwa bitwa. Mike wrzucił Alex do jakiegoś kubła z pianą. Ta wstała i wylała ten kubeł mu na głowę, a ja się patrzyłam i oczywiście lałam ich wodą. Potem oni skapneli się, że jestem prawie sucha i zabrali mi szlauch i zaczęli mnie oblewać wodą, a potem rzucili mnie na bele siana. Myślałam, że ich pozabijam, ale oni po chwili też leżeli w cali w sianie. Po 15 minutach ogarneliśmy się i spojrzałam na zegarek i powiedziałam:
- Dobra ludzie już po 19:00 a jutro jedziemy. Ja idę sobie na kolacyjkę. Chcecie zjeść tutaj czy u siebie?
- Spoko zjemy u siebie- odpowiedziała mi Alex
- Mnie też już nie ma- powiedział Mike
Uśmiechnęłam się i pożegnałam z nimi. Zjadłam kolację, umyłam się i poszłam spać. W mojej głowie był tylko jutrzejszy wyjazd.

***
Hejoł!
Mega sorry za to, że tak długo nie wstawiałyśmy. Tak naprawdę to w największej mierze to przeze mnie bo ja miałam dokończyć i dopiero dzisiaj to zrobiłam. Następny rozdział będzie szybciej. Nie wstawiałyśmy tak długo też przez to, że piszemy nowego bloga o Tajemnicach Domu Anubisa, ale tego nie zawieszamy. I PROSZĘ KOMENTUJCIE DALEJ! 
Katie xx






sobota, 13 kwietnia 2013

No więc...
Dodaję taką notkę na szybko, bo nie mam zbytnio czasu.
Następny rozdział powinien pojawić się dzisiaj lub jutro.
No i tylko tyle miałam do powiedzenia :)
A i jeszcze jedno...
Komentujcie!!! Plisss <3
Pozdro
Alex xx

sobota, 9 marca 2013

Rozdział szósty

Alex (Zee)

Rano obudziłam się o 6.30, co było bardzo dziwne, nie chciało mi się spać. Wstałam, poszłam do łazienki, weszłam pod prysznic i umyłam się. Po wyjściu z pod prysznica nasmarowałam się czekoladowym balsamem i dopiero wtedy przypomniało mi się, że dzisiaj jest zakończenie roku szkolnego. Szybko wyszłam z łazienki, podbiegłam do szafy i wyciągnęłam z niej: czarne rurki z mnóstwem dziur, białą męską koszulę, oczojebne vansy, a na nos postanowiłam założyć aviatory.

Sprawdziłam, która godzina. Była 7.30! Podbiegłam do okna, u Mika już paliło się światło.

- Mike! – Krzyknęłam.

Po chwili otworzył okno, a moim oczom ukazał się zaspany chłopak bez koszulki. Ale nie wnikałam w to.

- Spóźnimy się do szkoły!- On jakby trochę się ożywił – Jest twoja mama?

- Nie, pojechała już do pracy, a co?

- Szybko, ubieraj się, umyj, bierz deskę i chodź do mnie. Zrobię nam śniadanie.

- Dobra, dobra mamo – odparł

- Fusco nie jestem twoją matką tylko przyjaciółką, która zostawi cię bez śniadania jak do niej nie przyjdziesz.

- Poproszę płatki z mlekiem w temperaturze pokojowej i soczek pomarańczowy. Ale żeby była tylko połowa szklanki, tylko! - Powiedział zanim zdążyłam zamknąć okno. Wytknęłam mu tylko język i poszłam pomalować rzęsy tuszem. Zbiegłam po schodach znowu się przewracając. Pobiegłam do kuchni przygotować temu cymbałowi śniadanie. Po pięciu minutach raczył się stawić z deską w ręce.

- Śniadanie podano, sir. – Powiedziałam, na co on tylko się zaśmiał i zaczął pochłaniać płatki.

Po skończonym posiłku wyszliśmy z domu, ja zamknęłam drzwi na klucz, wsiedliśmy na deski i pojechaliśmy do szkoły. Mike cały czas zajeżdżał mi drogę, ja na niego krzyczałam, a wszyscy przechodnie, których było dużo jak na taką wczesną godzinę, oglądali się za nami. Dojechaliśmy pod szkołę, a Mike od razu mi gdzieś zniknął. W oddali zobaczyłam Sue. Przejechałam korytarzem, przy okazji wszystkich popychając.

- Uważaj jak jedziesz, ofiaro! – Krzyknęła Britney.

Wiecie, w każdej szkole są jakieś plastiki. W naszej to była właśnie Bitnej i jej piapsiułeczki. Olałam ją i jechałam dalej. W końcu dostałam się do Sue. Zaczęłyśmy rozmawiać, a pewnej chwili dostrzegłam dużą grupkę chłopaków, a w niej Mika, który kątem oka na mnie spoglądał. Zauważyłam, że pokazał na mnie dyskretnie palcem, na co cała grupa spojrzała w moim kierunku. Później, co chwila się na mnie patrzyli jak na kosmitę, ale nie wnikałam w to. Po pięciu minutach Katie doszła do nas i przywitałyśmy się. Dyrek zawołał nas na salę gimnastyczną, w której miało się odbyć zakończenie. Więc wsiadłam na deskę i zaczęłam jechać, ale oczywiście nasz kochany pan dyrektor, czuć ten sarkazm mam nadzieję, kazał mi zsiąść z deski i zostawić ją w sekretariacie, a po apelu zabrać.

- Ok Bob – powiedziałam.

On aż poczerwieniał ze złości, a dziewczyny i uczniowie zaczęli chichotać.

- Proszę się tak do mnie nie zwracać młoda damo – odpowiedział

- Dobra, dobra Bobek – i teraz już wszyscy w przeraźliwy śmiech. Myślałam, że ten gościu zaraz wybuchnie, ale on tylko odszedł, z taką miną, jakiej nie widziałam i mamrocząc coś pod nosem.

Po godzinnym apelu wszyscy aż wybiegli ze szkoły z wielkim rykem. Później z dziewczynami i Miky’m poszliśmy na miasto.

Chodziliśmy po galerii. Sue i Kat wchodziły tylko do sklepów z ciuchami, takimi jak na wyjście, a ja i Mike do sportowych.

Weszłam z chłopakiem do sklepu Nike i od razu podbiegłam do butów. Cała ściana była nimi zawalona! Patrzyłam się na nie jak na bóstwa. W pewnym momencie Mike zaczął się śmiać.

- Z czego rechoczesz? – Zwróciłam się do niego.

- Nawet nie masz pojęcia jak śmiesznie wyglądałaś. – Powiedział i objął mnie ramieniem.

Fakt. To musiało wyglądać komicznie. Wyobraźcie sobie dziewczynę gapiącą się z otwartą buzią na buty… Tak, racja w realnym świecie to wygląda zabawniej.

- To, które mierzymy? – Spytał z znienacka Mike.

- Nie mam zielonego pojęcia. – Uśmiechnęłam się.

- Pomóc wam może w czymś?

Dopiero teraz zauważyłam młodą dziewczynę przyglądającą się nam. Wyglądała na około 18 lat. Miała tlenione blond włosy, tonę tapety na twarzy i tipsy… Ale to nie byle, jakie. Tylko takie metrowe. Bałam się, że mi nimi oko wydłubie, a cycki… Boże, tak wielkie, że nie wiem… Bluzka do pępka, a spodenek to krótszych już nie widziałam. Dziwiłam się, że do pracy takich ludzi przyjmują.

- Nie… A właściwie tak. – Zaczęłam, ale nie dane mi było dokończyć, bo Mike się wciął.

- Daj nam wszystkie buty, rozmiar 41 i 47.

- Okey???

Ona odeszła, a ja widziałam jak gapił się na jej tyłek, a wcześniej na cycki.

- Czy ciebie do końca powaliło?!

- Ale o co chodzi? – W końcu zszedł na ziemię.

- O gówno! O to, że chcesz wziąć wszystkie buty do przymierzenia.

- No weź, fajnie jest poprzymierzać. – Próbował się wymigać, ale ja wiedziałam, że chodzi o to, żeby zostać tu dłużej i pogapić się na jej cycki.

Po chwili przyszedł ten plastik z naszymi butami, pewnie z zaplecza. Przymierzałam je z pół godziny, a Mike po 15 minutach przestał i zaczął z tym czymś rozmawiać. Ostro się wkurzyłam. Po chwili nie wytrzymałam, podeszłam do nich, złapałam Mika za rękę. Spojrzał na mnie, a ja zobaczyłam iskierki w jego oczach.

- Wybrałaś coś? – Spytał olewając tego plastika.

- Tak, a ty?- Uśmiechnęłam się.

- Też. – Odwzajemnił uśmiech.

Podeszliśmy do miejsca gdzie zostawiliśmy buty.

- To, które bierzesz? – Spytałam.

- Te. – Pokazał mi je, a ja zaczęłam się cicho śmiać.

- Co?

- Nic… Tylko, że ja też je wybrałam. – Uśmiechnęłam się.

Zauważyłam, że w jego towarzystwie często się uśmiecham.

Poszliśmy zapłacić.:

- Ej, może dasz mi swój numer? – Spytało to coś trzepocząc doczepianymi rzęsami.

- E…

- Mike? – Spojrzałam na niego i złapałam na chwilę za rękę.

- Sory, pustaku. Mam już przyjaciół i jedną wybrankę mego serca. – Uśmiechnął się, a ja posmutniałam. – Wolę naturę, a nie dekorowanie wnętrz (jak ktoś nie wie, o co chodzi to niech śmiało pyta xD)

- E, ale czekaj! – Krzyknęła za nami, kiedy byliśmy już przy wyjściu.

Ona chyba ma gorszą koordynację ruchową niż ja, ponieważ przechodziła koło pudełka z butami i zawadziła o nie swoją 15 centymetrową szpilką (chodzi o but! xd) i upadła prosto na twarz. My jakoś nie przejęliśmy tym i dalej maszerowaliśmy do Zary gdzie zapewne powinny być teraz dziewczyny. Weszliśmy do sklepu i biegaliśmy pomiędzy półkami i wieszakami szukając przyjaciółek. Po pięciu minutach znaleźliśmy je obładowane, każda po 50 toreb (w przybliżeniu)

- Boże! Wy tu chyba macie z 50 toreb! – Złapałam się za głowę.

- Nieprawda! – Zaprotestowała jak mała dziewczynka Kat.

- Ja mam 47, a Katie 42. – Wyszczerzyła się Sue.

- Ale to nie tylko dla nas.

- Znowu zaczynacie?! – Zaczęłam – Ja nie będę nosiła żadnych sukienek, spódniczek, rajstop czy czego innego!

- Oj, wiemy, że nie będziesz! Ale zobaczysz, co ci kupiłyśmy dopiero w Melbourne. – Popatrzyły się znacząco na Mika, który w tym momencie przeglądał wieszaki z fajnymi kangurkami (bluzy).

- No chyba was powaliło! – Krzyknęłam szeptem.

- Ej, Alex. Chodź do mnie! – Zawołał mnie chłopak.

Podeszłam do niego i wymusiłam sztuczny uśmiech, bo właśnie przypomniało mi się, co mówił Mike, kiedy wychodziliśmy ze sklepu, to o wybrance jego serca.

- Co tam?

- Patrz! – Pokazał mi bluzę, która wyglądała jakby ktoś strzelał do niej z paintball’a i miała duży biały napis ‘FOREVER” z przodu. Była piękna.

- Jaki rozmiar? – Spytałam zaciekawiona jej pięknem.

Wiem, wiem, patrzę na niektóre rzeczy z ubóstwieniem.

- XS, S, XS, XL, XXS, M! – Powiedział wręczając mi bluzę. – I, i, i… Jest L! – Był cały uchechany.

- Bierzemy je! – Powiedziałam z uśmiechem.

- No oczywiście, że tak!

Pobiegliśmy do kasy i położyliśmy bluzy na ladzie. Zaczęłam już wyjmować portfel z torby, ale Mike złapał mnie za nadgarstek.

- Ja płacę. – Uśmiechnął się.

- Hahaha… Śmieszny jesteś. – Powiedziałam sarkaztycznie. – Ile płacę? – Zwróciłam się do kasjerki, która miała już swoje lata.

- Jezu, jak ty jesteś uparta! – Żalił się Fusco.

- Po prostu chcę zapłacić za swoje zakupy.

- Nie wyrobię z tobą. – Powiedział wznosząc oczy ku niebu.

- To… - urwałam, ponieważ Mike przewiesił mnie sobie przez ramię i zaczął wychodzić ze sklepu. – Ej, no, co ty robisz?!

- Wynoszę cię ze sklepu, bo nie umiesz się zachować. – Usadowił mnie na ławce przed Zarą. – A teraz siedź i się stąd nie ruszaj! – wydał polecenie i ruszył z powrotem do kasy.

Czy on mnie nie zna? Przecież wie, że ja i tak za nim pójdę. Uśmiechnięta wstałam i skierowałam się do sklepu. Właśnie dochodziłam do kasy i usłyszałam jak kobieta mówi:

- Jesteście wspaniałą parą.

- E… My nie jesteśmy parą. – Powiedziałam to w tym samym momencie, co Fusco.

- Naprawdę? – Zdziwiła się. – To chyba w tych latach przyjaźń okazuje się inaczej. – Uśmiechnęła się szczerze. – Kiedy ja była młoda, uciekało się przez okno, żeby spotkać się z ukochanym. – W tym momencie posmutniała.

- Czy coś się stało, proszę pani? – Spytałam zmartwiona.

- Nie, tylko pamiętam to do dziś, kiedy mąż po mnie przychodził, pomagał zejść z dachu i razem uciekaliśmy do lasu…

- Musi być wspaniały. – Wtrącił Mike.

- Był… - poprawiła go. – Zginął w wypadku samochodowym… Tego dnia, mieliśmy obchodzić nasza 50 rocznicę… - słona łza spłynęła po pokrytym nielicznymi zmarszczkami policzku.

- Em… Nie musi pani opowiadać, jeśli sprawia to pani ból.

- Nie… Po prostu trzeba to kiedyś powiedzieć, wyrzucić z siebie, żeby nie leżało już na duszy. W tym dniu była nasza 50 rocznica. Od rana spędzaliśmy ze sobą czas, chodziliśmy po parku i wiecie takie tam. Wieczorem Ronald – mój mąż – pojechał do sklepu kupić nam wino do kolacji. Cały czas byłam uśmiechnięta, czekałam na niego kończąc robić kolację. Wszystko było pięknie, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Uchyliłam drzwi, a w nich spostrzegłam dwóch mężczyzn – policjantów. Oni zdjęli czapki z głów…- zrobiła chwilę przerwy. – I powiedzieli, że mój mąż zmarł. Jechał samochodem i ciężarówka nie zauważyła jego auta… Pomimo tego, że zmarł, ja trzymam jego wszystkie rzeczy w szafie, leżą tak jak zawsze. Kosmetyki tak samo. Zdjęcia stoją na kominku. Wszystko jest na swoim miejscu, a ja nie chcę o nim zapomnieć: o jego uśmiechu, zawsze przepełnionych radością oczach wyglądających spod grubych szkieł. Codziennie otwieram szafę i zaciągam się zapachem jego perfum. Zawsze dziwiło mnie, że jeszcze nie wywietrzały. Niektórzy mają hipotezę, że to dla tego, ponieważ szafa jest zamknięta, a ja chcę zawsze myśleć, że to jeden, ten sam dzień się powtarza, że on tylko pojechał do sklepu kupić coś na śniadanie. Nie płakałam za nim. Brakuje mi go, owszem, nawet nie wiecie jak bardzo, ale ja wierzę, że tam gdzie teraz jest, żyje mu się lepiej, że pewnego dnia spotkamy się i będziemy do końca razem. – Uśmiechnęła się.

Ja już nie zważałam na to jak wyglądam, po prostu łzy spływały po moich policzkach. Niby ta historia ani trochę nie dotyczy mnie, ale przejmuję się losem takich ludzi. Mike też miał ślad na policzku, który zostawiła jedna słona łza. Chłopak objął mnie ramieniem i wytarł moje mokre policzki.

- Proszę was, nie mówcie, że wam przykro i takie tam bzdury. – Zaśmiała się kobieta.

- No to powiem pani, że ja też wierzę, że spotkacie się i będziecie ze sobą już do końca. – Powiedziałam.

- Długo i szczęśliwie. – Dorzucił Mike.

- To do zobaczenia dzieciaki. – Uśmiechnęła się do nas.

Zaczęliśmy odchodzić, ale Mike jeszcze został na chwilę, a ja usłyszałam tylko:

- Pamiętaj! Walcz o nią! Bez przerwy! – z ust kobiety padły te słowa, które zmusiły mnie do myślenia, o kogo może chodzić.

- Jestem! – Krzyknął Mike wprost do mojego ucha i objął mnie od tyłu w talii.

- Nie drzyj ryja! – Odwróciłam się do niego przodem i również wrzasnęłam mu do ucha.

On tylko się zaśmiał.

- Ej, gdzie my zostawiliśmy te wariatki? – Zaczęłam.

- Patrz, tam są! – Pokazał palcem na ławkę przed galerią, a ja złapałam go za rękę i ciągnęłam do wyjścia.

Przeszliśmy przez oszklone drzwi.

- To gdzie dalej? – Spytałam przyjaciółek.

- Ja już nigdzie nie dojdę z tymi torbami. – Sue przejechała wzrokiem po torbach z zakupami.

- Ja też! – Kat przyznała jej rację.

- No to do domów. – Posmutniałam.

Pożegnaliśmy się i ja wraz z Mikem ruszyliśmy do swoich domów, ponieważ Sue i Kat mieszkają gdzie indziej. Szliśmy cały czas się wygłupiając.

- Mike?

- Co?

- Gówno! – Zaśmialiśmy się oboje. – Ale tak na serio, to przyjdziesz do mnie jutro i pomożesz mi się spakować na wyjazd?

- Spoko. – Uwiesił się jednym ramieniem na mnie.

- Jesteś ciężki. – Przyznałam.

- A ty lekka. – Uśmiechnął się do mnie cwaniacko.

- Nogi mnie bolą! – Żaliłam się po 15 minutach drogi.

- No to wskakuj mi na plecy!

- No chyba sobie żartujesz! Zarwiesz się pode mną!

- Jesteś uparta!

Sam zainterweniował i zarzucił mnie sobie na plecy, tak, że nie mogłam zejść.

- Ty też. – Dałam mu buziaka w policzek.

Dalszą część drogi, – czyli 20 minut – dalej się wygłupialiśmy. Była już 22.00, więc nie było aż tak dużo ludzi na ulicach.

W końcu doszliśmy na miejsce. Stanęłam przed nim i patrzyłam w górę w jego czarne oczy.

- No to… do jutra? – Spytałam i uśmiechnęłam się.

- Na pewno. – Przytulił mnie, dał buziaka w policzek i poszedł do siebie.

Weszłam do domu i poległam na kanapie. Po chwili Morfeusz zabrał mnie do swojej krainy snów.

Rozdział piąty



Katie
Kiedy weszłam do domu było czuć zapach lazani. Na początku byłam zdziwiona, ale po chwili sobie przypomniałam, że mama dziś nie poszłam do pracy. Pobiegłam do kuchni i gdy miałam siadać do stołu zadzwoniła Sue. Powiedziała, że znalazła nam domek przy plaży, ale są dwa pokoje po dwie osoby. Już chciałam zapytać jak to zrobimy, ale ona mnie uprzedziła:
-Ja mam z tobą pokuj. Już dzwoniłam do Zee. Była wściekła, że będzie musiała dzielić pokuj z Mikeym, ale to im dobrze zrobi.
-Dobra właśnie jem obiad i pogadam z mamą. Pa- odpowiedziałam i się rozłączyłam
Mama właśnie usiadła, a jej powiedziałam:
-Sue znalazła taki ładny domek przy plaży. Nie jest drogi i stać nas na niego. Mama Sue to z tobą może obgadać i w ogóle. Jak chcesz mogę poprosić Sue o stronę internetową. A i jeszcze jedno. Mike z nami pojedzie.
-Dobra, zgadzam się. Nie musisz prosić Sue o tą stronę internetową. Po prostu  dam wam kasę i zapłacicie. I jeszcze jedno na ile jedziecie?- spytała
- Na dwa tygodnie- odpowiedziałam.
Nagle moja mama powiedziała:
-Katie, kochanie jak zjesz to coś ci pokaże.
Po tych słowach zaczęłam jeść trochę szybciej. Po pięciu minutach na talerzu nie było śladu po lazani. Mama to spostrzegła i poprosiła abym za nią poszła. Wyszłyśmy na dwór, a tam stały dwa samochody. Jeden należący do mojej mamy land rover, a drugi używany Jeep, którego na oczy nie widziałam. Ona tylko powiedziała:
-Ten samochód jest dla ciebie. Zasłużyłaś na niego, a po za tym już dawno powinnaś go dostać.
Nie powiedziałam ani słowa tylko podbiegłam do niej wyściskałam ją i szepnęłam:
-Dziękuję.
Te słowa wystarczyły aby mama zrozumiała jak bardzo się cieszę.
Potem pobiegłam na górę do pokoju. Odrobiłam lekcje, a potem napisałam na karteczce co musze wziąć na wakacje. Oczywiście na pierwszym miejscu książki. Gdy miałam już iść spać wyjrzałam przez okno. Naprzeciwko mojego domu pojawiła się ciężarówka z meblami, a za nią jechał samochód osobowy. Po chwili z samochodu wysiadł chłopak w moim wieku. Na oko był trochę wyższy niż ja. Miał jasne krótkie włosy i błękitne oczy. Założył pościerane jeansy, czarną bluzkę i glany. Gdy tak na niego patrzyłam on nagle się odwrócił. Poczułam jakby jego oczy przeszywały mnie od środka. Szybko się odwróciłam, położyłam się na łóżku i zasnęłam. Poprzysięgłam sobie, że zapamiętam ten poniedziałek. Dni zaczęły mijać tak niewyobrażalnie szybko, że teraz był ostatni dzień szkoły. Jutro sobota a w poniedziałek wylatujemy do Australii. Byłam trochę rozczarowana, że ten tajemniczy chłopak nie pojawił się przez tak długi czas. 
                                                                   ***   
Hej. Sorry, że taki krótki, następny będzie dłuższy :). CZYTAM=KOMENTUJĘ.
Alex xxx & Katie xxx
 






!!!

Słuchajcie, widziałam przecież, że dużo osób czytało i rozdziały i notkę którą dodałam. Czemu nie komentujecie?! Ja i Katie odwalamy pisanie, wy czytacie i prosimy was, zostawiajcie po sobie jakikolwiek ślad! Możecie zostawiać też linki do waszch blogów, ja, nie wiem jak Katie, z chęcią poczytam!
                                                                           ***
A no tak, jest też sprawa... nie dodajemy rozdziałów już dość długi czas, ale to wszystko przez to, że musimy się cały czas uczyć, a Katie ma prawie wszystkie popołudnia zawalone dodatkowymi zajęciami.
                                                                            ***
Ale tak ogólnie, to chciałybyśmy Wam podziękować, że chcecie i czytacie te nasze wypociny. Naprawdę, to wiele dla nas znaczy, ale prosimy Was... KOMENTUJCIE! PISZCIE, CO NAPRAWDĘ O TYM MYŚLICIE! ZOSTAWIAJCIE JAKIŚ ŚLAD!
                                                                             ***
A no i tak... ja mam taki pomysł, ale nie wiem czy Katie się zgodzi. Moglibyście w komentarzach, lub na gg (podane były w Bohaterach, albo Pierwszym Rozdziale. Nie pamiętam xd) pisać różne pomysły na następne rozdziały...
Co prawda mamy napisane aż do 12 rozdziału, ale może...
I tak, ja jeszcze poprawiam niektóre, dopisuję i różne takie.
No więc, prosimy... Zastosujcie się do tego co napisałam, błagam. Wiecie sami (ci co piszą blogi), że to bardzo pomaga w dalszym pisaniu.


Dziękuję, jeżeli wogóle to przeczytaliście...
Alex xx