Rozdział 8
Mike (Spikey Mikey)
Obudził mnie budzik na 5:00. Myślałem, że go
zjem. Po 15 minutach rozbudziłem się na serio. Wstałem, podszedłem do okna i
wrzasnąłem do Zee. Podeszła do okna i powiedziała:
-Już nie śpię, nie musisz się drzeć. Za jakieś
pół godziny będę, idę się myć. Poza tym musze podręczny spakować.
-Dobra- okrzyknąłem. Też poszedłem się umyć,
tyle, że mi to zajęło 15 minut, a nie pół godziny. Z braku nic nie robienia
poszedłem znieść walizki i zrobiłem coś do jedzenia. Potem poszedłem do Zee
zawołać ją na śniadanie. Powiedziała jeszcze żebym pomógł jej z czteroma
walizkami, ale i tak ona wzięła trzy a ja jedną. Kiedy były już zniesione
zaprosiłem ją na śniadanie. Gdy tak jedliśmy powiedziałem jej, że moja mama nas
odwiezie na lotnisko. Wzięliśmy walizki i zapakowaliśmy do bagażnika, kiedy
wyjeżdżaliśmy była 6:00, mieliśmy być 6:30 na lotnisku. Wreszcie dojechaliśmy
na lotnisko, a dziewczyny już czekały. Zee i ja wyciągnęliśmy walizki z bagażnika.
Przywitaliśmy się i poszliśmy na odprawę. Gdy popatrzyłem na zegarek była za
pięć siódma, a o siódmej był samolot. Powiedziałem to dziewczynom, a one się
poderwały i zaczęły mnie ochrzaniać za to, że im wcześniej nie powiedziałem.
Śmiały się i ja też zacząłem. W końcu wsiedliśmy do samolotu. Ja usiadłem z
Zee, a Katie z Sue. Po piętnastu minutach lotu Zee zaczęła wyciągać z podręcznej
torby: laptopa, iPod’a, iPhon’a i do tego wszystkiego lustrzankę, którą swoją
drogą Alex robiła piękne zdjęcia. Myślałem, że jeszcze deskę wyciągnie.
Zacząłem się głośno śmiać, a ona zapytała:
- Co cię tak bawi?
- Nic. Myślałem, że jeszcze
deskę wyciągniesz
- Nie, bo deskę mam w
walizce.
Ja popatrzyłem na nią jak
na świruskę, a ona zrobiła mi zdjęcie i wrzuciła na tt.
- Przecież wiesz, że
nigdzie się bez niej nie ruszam. – powiedziała. Nie rozmawialiśmy już przez
czas lotu. Byliśmy na miejscu o 19:00. Wzięliśmy taxi i pojechaliśmy na plaże
do naszego domku. Gdy dojechaliśmy, aż dech mi zaparło. Rzeczywiście domek był
niesamowity. Nie za duży, nie za mały. Kilka metrów dalej znajdowało się morze.
Wszyscy wzięli swoje walizki, ale braliśmy je na raty. Kiedy wszedłem na górę
było już ustalone kto gdzie śpi. Zee zajęła nam nie duży, ale przytulny pokuj.
W rogu pokoju było małe biurko. Naprzeciwko łóżek była duża szafa, Zee już
rozpakowywała walizkę. Katie i Sue miały podobny pokuj. Resztę dnia spędziliśmy
na rozglądaniu się po okolicy.
***
no to jest obiecany rozdział
przyznam szczerze, że mi za bardzo nie podoba się ten rozdział ;c ale opinię pozostawiamy wam ;)
ogółem to to jest (że tak się wyrażę) pierdolenie o Szopenie ;/ Err.
Pozdrówki
Alex xx
Nawet spoko, chociaż w porównaniu z innymi rozdziałami najgorszy (sorry). Dużo błędów stylistycznych i trochę powtórzeń.
OdpowiedzUsuńDenerwowało mnie też dużo określeń czasu (jeśli można tak powiedzieć).
Cieszę się, że nareszcie wyjechali.
Niestety niezbyt dałyście "odczuć", że to rozdział z punktu widzenia Mike'a (?).
Przepraszam, że tak krytykuję, ale czegoś innego spodziewałam się po tym rozdziale. To nie znaczy, że nie czekam na kolejne.
:-P
P.S. Kiedy następny rozdział?!
Wiemy. Jakos słabo wyszedł ten rozdział. Nie miałyśmy weny i czasu ale obiecałysmy że rozdział będzie w piątek więc był. Wgl przykro nam że taki nudny jest. Ej, przecież po to są komentarze - żeby wyrażać swoją opinię ;)Postaramy się dodać nexta w piątek :p
Usuń