niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział drugi

Alex

Po lekcjach wybiegłam ze szkoły, wskoczyłam na moją deskę i pojechałam przez park do domu. Oczywiście miałam samochód, ale, po co jechać zatłoczonymi ulicami, jak można na desce przez skróty. Po dziesięciu minutach byłam w domu.
Otworzyłam drzwi, a moje pieski od razu do mnie podbiegły i zaczęły mnie obszczekiwać. Pogłaskałam je chwilę i postanowiłam nasypać im jedzenia do misek. Torbę położyłam na kanapę i poszłam się czegoś napić. Gdy weszłam do kuchni zobaczyłam karteczkę na lodówce. Wzięłam szklankę nalałam sobie soku pomarańczowego i zaczęłam czytać.


Słońce, musieliśmy z tatą wyjechać w delegacji do Paryża. Wrócimy za trzy tygodnie. Na stole w salonie masz pieniądze i oddajemy ci twoją kartę kredytową. Gdybyś czegoś potrzebowała to dzwoń
……………………………Mama xx


‘Dobra’ pomyślałam ‘chata wolna’. Nasypałam jedzenia do misek i postawiłam je na podłodze. Przypomniało mi się, dlaczego tak się spieszyłam. Pognałam na górę do mojego pokoju. Oczywiście musiałam się przewrócić na schodach, bo jak mogłoby być inaczej. Wpadłam do mojego pokoju z wielkim hukiem. Podbiegłam do okna i zobaczyłam Mika. Mieszkaliśmy obok siebie, a między naszymi domami rosło wielkie drzewo, tak rozgałęzione, że mogliśmy spokojnie do siebie przechodzić. Zazwyczaj siadaliśmy na jednej gałęzi i rozmawialiśmy. Otworzyłam okno i postawiłam nogę na jednej z gałęzi. Po chwili byłam już przy jego oknie. Mikey z wielkim uśmiechem otworzył mi i pomógł wejść do środka. Jego pokój nie był duży, ale przynajmniej był w nim porządek, a nie u każdego chłopaka tak jest. Ściany były czerwono czarne. Na środku stało dwu osobowe łóżko, po dwóch jego stronach były szafki, a naprzeciwko łóżka było ogromne okno. Meble były nowoczesne i utrzymane w kolorach czerni, czerwieni i bieli.
Stałam przed nim i odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Były takie piękne, że nie mogłam oderwać od nich wzroku. Miał na sobie kremowe rurki z obniżonym stanem, trampki Supry i czarną koszulkę. Przyjaźniliśmy się od przedszkola. Zawsze stawał w mojej obronie.
- Siema – przywitałam się
- Cześć – odpowiedział – Chyba nie mamy dzisiaj lekcji – trochę się chyba przestraszył, bo od razu podbiegł do kalendarza. Zapomniałam wspomnieć, że Mike uczy mnie grać na gitarze.
- Nie, nie. – Odparłam
- Więc co tu robisz?
- Przyszłam zapytać czy nie chciałbyś może wybrać się ze mną, Sue i Katie na wakacje do Australii do Melbourne
- Jasne. – Odparł od razu
- To fajnie.
Posiedziałam jeszcze chwilkę u Miky’eya i już chciałam wyjść, kiedy on chwycił mnie za nadgarstek i obrócił.
- Hmm? – Powiedziałam
- Nie, ‘hmm’ tylko przytul.
- No dobra, dobra. Już myślałam, że zapomnisz.
- No chyba śnisz – odpowiedział i przewiesił mnie sobie przez ramię.
- Mike. Puszczaj!!!! – Krzyczałam przez śmiech, a on rzucił mnie na swoje lóżko i zaczął okładać poduszką.
- Za co to? – Spytałam z pod poduszki
- Za to, że myślałaś, że zapomnę cię przytulić na pożegnanie.
Skorzystałam z jego chwili nieuwagi i obróciłam się, tak, że teraz on był pode mną i zaczęłam go okładać poduszką.
- Za co to? – Tym razem on spytał z pod poduszki.
- Za to, że mi zniszczyłeś włosy!
Okładalibyśmy się tak poduszkami jeszcze długi czas, ale musiałam odrobić jeszcze lekcje. Pożegnałam się Mikym buziakiem w policzek i poszłam do siebie. Chciałabym żeby widział we mnie coś poza przyjaciółką. No, ale co mu się może we mnie podobać. Jestem chamska, bo wszyscy mnie wkurzają, mam jakieś dziwne fobie na punkcie łyżek, wszystkich ignoruję, bo wszyscy ignorują mnie. Nie mam zielonego pojęcia, dla czego Katie, Sue i Mike jeszcze mnie lubią.
[..] Stałam przy oknie i naszła mnie ochota na zapalenie papierosa. Chciałam się odzwyczaić od palenia, ale, no cóż, nie mam silnej woli. Wczołgałam się pod łóżko i wyciągnęłam paczkę fajek.
- Moje maleństwa. – Powiedziałam i wyciągnęłam jednego papierosa. – Tylko gdzie zapalniczka? – Spytałam sama siebie.
Przypomniało mi się, że zostawiłam ją u Miky’ego. Podeszłam do okna i rzuciłam gumką z piórnika w jego okno. Po chwili wychylił się przez nie w samych bokserkach
- Czego ty chcesz kobieto?! – Spytał podenerwowany
- Chcę moją zapalniczkę powrotem.
- Gdzie ją rzuciłaś? Na łóżko, pod łóżko, na biurko czy zostawiłaś w kiblu? – Pytał sam siebie sprawdzając różne miejsca gdzie mogła być – O! Mam. – Powiedział po chwili – Łap. – Rzucił ją, a ja wykazałam się niebywałym refleksem i jej nie złapałam, ale na szczęście wpadła do pokoju.
– Dzięki! Gdzie była? – Spytałam zaciekawiona
- W mojej szafce z gaciami – powiedział i zaczął się śmiać - Ciekawe skąd się tam wzięła…
- No nie wiem dałam ją tobie. Może ty ją tam wsadziłeś.
- No na pewno. – Powiedział sarkastycznie i uśmiechnął się – Dobranoc.
- Kolorowych – odpowiedziałam.
Zamknął okno, a ja odpaliłam fajkę. Zaciągnęłam się dymem i dało mi to ulgę. Skończyłam palić i poszłam się przebrać w luźne ciuchy do spania, przez niektórych nazywanymi piżamą. Weszłam do łazienki, wzięłam prysznic, przebrałam się i weszłam pod kołdrę. Wzięłam telefon do ręki i napisałam jeszcze wszystkim 

Dobranoc <3. 

Położyłam telefon na szafce i nagle zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz oczywiście dzwonił Zayn.
- Cześć mała. – Odezwał się, gdy przyłożyłam telefon do ucha
- Siema duży. Uwierz, nie jestem aż taka mała. – Uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Wiem, wiem, ale jeszcze chcę mieć moją małą siostrzyczkę.
- A ja chcę mieć mojego starszego brata. – Powiedziałam i poczułam łzy napływające do oczu.
- Masz nie płakać – jestem pewna, że się uśmiechnął, ale też był smutny.
Nie wiem jak on może wszystko wiedzieć.
- Jak się czujesz? – Spytałam.
- Wiesz…nawet dobrze.
- Wiesz…nadal mam nadzieję, że się w tym roku zobaczymy. – Powiedziałam z nadzieją.
Zayn przeprowadził się z powrotem do Warszawy, pięć lat temu, po tym jak pokłócił się z rodzicami. Dlaczego z powrotem? Od urodzenia mieszkaliśmy w Polsce, ale kiedy miałam 3 lata przeprowadziliśmy się do New Jersey, bo rodzice dostali tu lepszą pracę. Zayn’owi trudno było się rozstać ze wszystkimi, a było to trudne dla 8 letniego dziecka. Koniec końców zamieszkaliśmy w New Jersey. Mój brat pokłócił się z rodzicami o to, że nie opiekują się mną, że tak naprawdę to on jest jedyną moją rodziną i wyjechał. Dzwonił do mnie codziennie, pytał jak się czuję, ale nigdy nie przyjeżdżał, bo nie miał wystarczających środków. Znajomi pytają się mnie czy kocham go po tym jak mnie zostawił, a ja odpowiadam im – Jak mogłabym go nie kochać? Jest moim jedynym bratem. On jeden mnie kocha. To dzięki niemu jestem, kim jestem. To jemu wszystko zawdzięczam. To dzięki niemu jestem tu z wami.
- Słuchaj…Też chciałbym się z tobą zobaczyć, ale jak na razie jest to niemożliwe. Strasznie mi przykro. – Powiedział zmartwiony.
- Wiem, mi też jest przykro.
- Mała słuchaj. Kocham cię i pamiętaj, że to się nie zmieni. Zawsze będę twoim bratem, zawsze będziesz mogła mi wszystko powiedzieć. Kiedy będziesz miała jakieś zmartwienie, od razu do mnie dzwoń. Zawsze opierdolę jakiegoś chłopaka, który bez twojej zgody będzie się do ciebie dobierał. Pamiętaj…Kocham cię. – Powiedział, a moje policzki były mokre od łez.
- Też cię kocham.
- Proszę cię nie płacz. – Posmutniał.
- Dobrze. Już nie płaczę. – Otarłam łzy.
- To dobrze. Kolorowych kruszynko.
- Kolorowych. – Powiedziałam i uśmiechnęłam się.
Odłożyłam telefon na szafkę i położyłam się z powrotem spać.


                                                       
                                                         *   *   *

No i jest 2 rozdział. Jak wam się podoba? :)
Alex xx


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz